Detoks od kawy. Pożegnanie z małą białą. Część pierwsza.

Nie jestem typem kawosza. Ale kawę lubię. Czasem pijam jedną, czasem dwie a czasem żadnej. I dziś rano wstałam z myślą, że coś zmienię. Idąc w stronę ekspresu, postanowiłam zrobić detoks od kawy. Stałam przed moim, już nie najnowszym automatem ale jakże wygodnym..! Jeden przycisk i cudowny aromat unosi się w powietrzu. Dziś powiedziałam stop. Nie było łatwo mi odejść. Zamiast kawy, zrobiłam sobie napój z aloesem. Potem śniadanie i dzień ruszył. Bo u mnie, poranna kawa to nawyk a nie potrzeba. Łatwość przygotowania napoju powoduje, że po niego sięgam.

Gdzieś wyczytałam, że zmiana nawyków trwa 7 dni. Czyli przez 7 dni, trzeba pilnować by nie pójść starym torem. Czy to jest trudne? – hmm na pewno osobnicze. Zależy jak mocno zdeterminowana jest osoba, która podejmuje decyzję. Jak się to robi? – oh to łatwe! Jeden nawyk zastępuje się drugim! 🙂 Potem tylko należy robić tak, aby pierwszeństwo miał ten dobry, nowy nawyk, wtedy przedsięwzięcie nie jest postem, dietą ani męczarnią tylko zmianą, na coś innego, nowego, lepszego? Na coś co zostanie lub.. będzie tylko przerwą.
Zatem jak zwykle punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Moim postanowieniem było, zamienić poranną kawę na aloesowy napój. Taką formę przyjął mój detoks od kawy.

Detoks od kawy w praktyce

Połowa pierwszego dnia minęła mi dobrze. Miałam wyjazd, czas leciał ale po południu zaczęłam odczuwać ból głowy.
Kiedy szukałam w internecie innych wpisów, jak przechodzi się detoks od kawy, właśnie ból głowy był pierwszym objawem, który wymieniano. Syndrom odstawienia, czy brak kofeiny? Zaczęłam o kawie myśleć, jak to zawsze bywa w sytuacji, gdzie się czegoś „nie może” i to mi nie pomagało. Na szczęście, jak zawsze, zajęcie czymś uwagi było wybawieniem. Dzień zleciał i udało się go pokonać bez małej białej. Ale ból głowy mnie nie opuszczał! Kładłam się z nim spać, wcześniej niż zwykle, z myślą, że go prześpię, bo tabletek nie łykam już kilka lat.

Następny, drugi poranek, był łatwiejszy, ponieważ syn chciał na śniadanie naleśniki, co odciągnęło mi poranna uwagę od ekspresu i czas. Oczywiście naleśniki w wersji FIT- z mąki pełnoziarnistej. Nie katuję ich gryczaną, którą sama używam dla siebie, dzieciom robię na pszennej. Głowa nadal pobolewa, co nieraz, powoduje że mam mdłości. U mnie zawsze gdy mam ból głowy, a miewam rzadko,  robi mi się niedobrze i czasem udaje się to zatrzymać piciem wody a czasem kończy się w wc. I nigdy nie wiem czy głowa boli mnie „od żołądka” czy jest mi niedobrze z bólu głowy.
Kiedy pokonam ranny rytuał sięgnięcia po kawę, to już jakoś idzie, zatem chyba nie jestem uzależniona.. od kofeiny? hmm? Czy ktoś mi powie jaka jest różnica między nałogiem a nawykiem? Gdzie jest, ta zapewne, wąska granica?

Następne pół dnia, jakoś zeszło ale ból głowy się trzymał do późnego popołudnia. Pogoda na zewnątrz, barowo-łóżkowa, mi nie pomagała! Ewidentny spadek ciśnienia dawał się we znaki.  Najgorzej jest po południu, w granicach godz. 16.00  Dopada mnie wtedy lekki zjazd formy, głowa przestaje intensywnie pracować, bo wykonałam większość zaplanowanych prac i mój umysł szuka odprężenia przed wieczorną rewolucją pt. kolacja i zagonienie dzieci do spania.  Wtedy znów włącza mi się widok ekspresu. Niestety stoi w kuchni i jest na tyle duży, że nie można go schować. Poza tym, mój mąż jest kawoszem. W akcie desperacji poszłam powąchać kawę 🙂 Nie pomogło! Pomógł za to kolejny napój z aloesem. Tak, to jest myśl! -zapić potrzebę picia kawy.. innym piciem byle nie procentowym.

Pisząc ten post kończę 2 dzień bez kawy. Czy jest trudno?- zależy jak patrzeć. W moim przypadku trzeba unikać kuchni. Pomaga mi fakt, że nie jadam słodyczy, więc typowej pokusy skojarzeniowej: kawa + słodkie u mnie nie ma. Wieczorami kawy i tak nie pijałam, zatem te wszystkie czynności związane z końcem dnia zajmują mi czas i jakoś idzie. Ból głowy przechodzi w ćmienie.
CDN.

Zamknij menu
×
×

Koszyk