Fast food domowy

Fast food źle się kojarzy zwykle ale ja Wam pokażę, że można go trochę odczarować bo to co dziś zrobiłam do jedzenia było naprawdę fast. Fit 15 Forever Living Product dzień 5! Hurraaa.. jeszcze tylko 10…
Poniedziałek. Chyba pierwszy raz w życiu cieszy mnie poniedziałek. Będę miała zajęcie, czas szybko zleci. Dziś, nie ma czasu na ćwiczenia. Dziś syn idzie na urodziny do kolegi,  po południu, więc muszę się sprężyć i zrobić w domu to, co zaplanowałam.Najpierw oczywiście suplementy i mój ukochany shake.

Pierwszy tunning

Postanowiłam dodać do aloesu mięty!  I odkryłam niebo w gębie. Przyznaję, aloes na początku nie przypadł mi do gustu. Pijałam już różne, takie z apteki, które mnie nie powalały ale czego się nie robi dla zdrowia..
Sugestia: O wiele lepszy jest schłodzony. Poza tym , producent nakazuje po otwarciu trzymać w lodówce. Ale  mięta w nim …. mmmmhmmm coś pysznego!. Szczególnie na upały. Ta kreseczka na bidonie, to poziom, do którego wlewam aloes -120 ml. Potem uzupełniam wodą.

W regularnym piciu aloesu jako suplementu, wystarczy  przyjmować łyżkę na szklankę wody. Właściwie jest więc niewyczuwalny. Aczkolwiek, jeśli człowiek robi do niego pierwsze podejście, to ze względu na jego właściwości, pierwszą butelkę,  piłabym tak, jak nakazuje protokół oczyszczania CLEAN 9. Czyli 120 ml aloesu i dopełnić wodą do wysokości szklanki.
Rozważam jeszcze tuning z cytryną, ale muszę poczytać, czy coś się nie zakłóci.

Drugi tunning

Po wypiciu aloesu została mi mięta.. co zrobić? Przecież jej nie wyrzucę.. jestem gospodarną kobietą. A skoro mam taki twórczy dzień, wrzuciłam miętę do shake, a co mi tam.. wypiję duszkiem. I wiecie co? Ambrozja! Coś pysznego!
To, że mięta kocha czekoladę, z wzajemnością, to wiedziałam ale od dziś, miętę kochają także truskawki! To jest przepis idealny.  Sądzę, że mięta, będzie się dobrze komponować z większością owoców w shake, szczególnie latem.
Spróbujcie sami! I dajcie znać jak Wam smakuje.

Czy fast food może być zdrowy?

Z założenia nie… Ale! Jak wspominałam wcześniej, dzień dziś zabiegany. W związku z tym, poniedziałek ogłosiłam sobie dniem Fast Food. Ale w sensie szybkiego przygotowywania jedzenia a nie śmieciowej jakości.
Jako przekąskę, zrobiłam sobie bułkę z pełnego ziarna z masłem orzechowym i jajkiem. Może nie aż takie szybkie bo jajko trzeba ugotować ale.. szybsze niż lunch z kurczaka i ryżu.

Trzeci tunning

I teraz szukacie w broszurze, skąd to wzięłam? Ano.. zamieniłam 1/4 awokado na masło orzechowe. Jak już wspominałam, tabele pokazują nam jakie produkty i ile możemy zjeść z danej grupy.
W oryginalnym przepisie był tost, awokado i jajko. Ja mam małą bułkę owsianą z LIDL, masło orzechowe (1 płaską łyżkę) i jajko. I proszę! Jest szybko, jest inaczej i jest smacznie! Jest Fast Food dosłownie. Tylko nie wiem czy ta bułka się nadaje bo mam wrażenie, że jest lekko słodka.
Lubię awokado ale używając 1/4 musiałabym je zjeść w ciągu następnych 2 dni lub wkomponować w kolację i lunch, bo u mnie w domu tylko ja je jadam. A masło orzechowe lubię i to był dla mnie taki element „czegoś dobrego” jak smakołyk.
Tego zestawu nie muszę przedstawiać już, bo o parówkach z LIDL pisałam tutaj  
Tak więc tutaj widzimy kolejny fast food bo jest gotowa parówka. Parówki mają naprawdę kiepski PR.  Ale te nie są złe pod względem składu. Raz na jakiś czas, nie zaszkodzą. Na kolację miałam to samo w wersji wizualnej sałatkowej.

 

Najtrudniejsze za mną..

Dzisiejszy dzień, był jakimś takim szczytem chyba. Punktem przełomowym. Przestałam aż tak, odczuwać głód. Wiem już z poprzednich diet oraz od trenerów personalnych, że do diety, organizm ma okres adaptacji. To tak jakby pierwsze dni, „czekał” co się wydarzy. Można wtedy nawet trochę wagowo przybrać. Może wahać się poziom wody, mogą być zakłócenia na linii jelita/wc. To wszystko przekłada się na wagę.

Duża ilość osób, skarży się na ból głowy. Odważę się postawić tezę, że oczyszczanie to powoduje i zmiana ilości picia wody. Jest też ssanie w żołądku a oczy fiksują za jedzeniem. Nazywam to głodem wzrokowym. Co bym widziała, to bym zjadła. Te kilka dni, jest ważne, by się nie złamać. Potem, na serio idzie już z górki. Poniedziałek był moim dniem kulminacyjnym. Ależ się cieszę..