FLP czyli Forever Living Products zaczyna mnie oślepiać  😆. Dosłownie i w przenośni. Kiedy „biegałam” po internecie, szukając czasem dodatkowych materiałów do tego o czym piszę, lub ciekawych uzupełnień do tego co mam w głowie, to ile razy wpisuję słowo „forever”, trafiam na witrynę właściciela lub czegoś o nim. Google szybko się uczy, co nas interesuje i teraz pewnie będzie mi się domyślnie to podawać w wynikach ale mnie to nie przeszkadza. Zapraszam do poznania dystrybutora programu- klik.

Dlaczego Forever Living Product – FLP – jest interesujące dla mnie?

Może dlatego, że firma działa już 40 lat. To tyle co ja! (..mam lat.. 😆 ) To dlaczego o nich nie słyszałam/łem? – pomyślicie.. (ja tak pomyślałam). I kiedy spytałam o to moją opiekunkę – dystrybutora, powiedziała, że firma działa na rynku MLM  – Multi Level Marketing. Poświecę temu osobny wpis, bo jest o czym pisać. Ja temat znam, studiowałam marketing i ekonomię a potem reklamę i PR. Ale w tym temacie, trzeba odczarować demony i zły image.

Szukałam info o Clean 9  w internecie i okazało się, że są.  Zarówno filmiki, w których dziewczyny opisują swoje doświadczenia jak i miejsca, gdzie piszą na blogach czy forach. Postanowiłam spróbować!  9 dni to nie wieczność, stosowałam już różne metody, będę miała porównanie. I to co najbardziej przykuwało moją uwagę, to zaraźliwe poczucie zadowolenia. Te osoby, naprawdę polecały program, bez sztucznej, wszędzie teraz obecnej,  reklamy.

O efektach napiszę osobny post. Bo zachęcona wynikami, poszłam dalej i stąd teraz FIT 15 w moim życiu, przez 15 dni.  A, że nie znalazłam na temat FIT 15 niczego sensownego w internecie, postanowiłam opisywać swoje dni i być może komuś pomóc podjąć decyzję, tak jak to było u mnie.

Jak to się stało, że sięgnęłam po Forever – FLP?

Przez przypadek! ..jak to zawsze u mnie bywa. Kiedy trafię na coś, co przykuje mój wzrok, to muszę poznać tę „resztę” tematu. Nie zawsze znaczy to, że coś kupuję, zgadzam się, aprobuję.. ot, lubię wiedzieć.  Moja śp. babcia.., bardzo wierząca kobieta, słuchająca – niestety – kiedyś tylko jednego radia, z namiętnością czytywała pewną znaną Gazetę w Polsce, dość grubą.. czarno-białą i mawiała przy tym: „język wroga trzeba znać”. Nie żeby FLP był dla mnie wrogiem, absolutnie nie! ale było czymś nowym a ja lubię poznawać nowe rzeczy, lubię mieć porównanie.

Szukałam na Facebooku grup i wpisów związanych z nietolerancjami pokarmowymi a`propos córci, którą w nocy budziły  wzdęcia.  Przez to, nie śpię już od prawie 2 lat, wstając do niej w nocy kiedy płacze. Ona cierpiała a  ja nie mogłam nic zrobić. Pomyślałam, że może coś ją drażni z tego, co spożywa. I tak trafiłam na grupę  związaną z odchudzaniem.  Jakże dobry temat dla wielu kobiet! I wciąż modny mimo upływu lat. Szczególnie tych po porodzie, czy młodych matek, które próbują wrócić do dawnych kształtów i pewnie bym tą grupę opuściła ale były zdjęcia!!! Tzw. „przed” i „po”.. Nie ma lepszego sposobu na przykucie uwagi jak pokazanie naocznych efektów. Żadne gadki i zapewnienia nie zwrócą uwagi, tak, jak coś, co wpada w oczy.  Na górze postu był napis: „Skończyłam z mężem Clean 9” i uśmiechnięci ludzie, wyraźnie szczęśliwsi, publika gratuluje, dzielą się wrażeniami.. i oczywiście foto wyników przed i po. No, kij diabeł?

Naturalnym już było dla mnie, zaintrygowanej, napisać komentarz : „co to jest ten Clean 9” .. by sobie o tym poczytać. Dostałam odpowiedź, że to taki program oczyszczający na bazie aloesu, kompletnie zbilansowany pod względem odżywczym, który usuwa toksyny z organizmu, wzmacnia, daje siłę..oczyszcza umysł.. no same „achy”. Trwa 9 dni, łyka się suplementy, pije shake i spożywa  posiłek. I tak się oczyszcza. Tak! Oczyszcza a nie chudnie. Chudnięcie jest tzw. efektem ubocznym.  Organizm pozbywa się zbędnych resztek przemiany materii, toksyn, metabolitów, zalegających złogów, może nawet kamieni kałowych, jeśli ktoś dużo pije. Tak.. to było coś, co mogę spróbować.

Dlaczego FLP jest w ogóle interesujące?

Im więcej o tym czytam i szukam, tym więcej poznaję te firmę. Poznaję także opinie innych ludzi na temat stosowanych produktów. Sama postanowiłam spróbować tych naprawdę popularnych i polecanych. Zakupiłam aloes dodatkowy, dla rodziny oraz shake, gdyż mama moja będzie teraz robiła CLEAN 9 o czym także napiszę w relacji i mam zamiar ją w tym wspierać, jedząc to co ona ale już bez suplementacji. Zamówiłam także 2 kremy, które testuję i też o nich napiszę ale jeden już bardzo pozytywne wrażenie na mnie zrobił bo pomógł.

Wydaje się więc, że powiedzenie iż FLP ma bardzo dobrej jakości produkty nie jest pustym frazesem serwowanym przez dystrybutorów.  Dziś na okrągło słyszymy „kup to..”, „musisz mieć to”, „wypróbuj to”. Ludzie stają się obojętni. Mnie nikt nie nagabywał. Moje oczy widziały efekty i to się przekuło na zainteresowanie, samą firmą , jak i produktami. Z zawodu jestem kosmetyczką. Pracowałam w tym fachu 15 lat. Nie było aż takiego wyboru produktów jak dziś, lub były niskiej jakości.  A już na pewno nie było produktów naturalnych ani takich które naturalność udawały. Z tamtego okresu wyniosłam jedną rzecz, która jest faktem: za dobry produkt trzeba zapłacić.

Oczywiście cena nie zawsze jest potwierdzeniem, jakości. Zdarzają się buble za duże pieniądze i perełki za niskie kwoty. Dlatego należy czytać skład, szukać informacji, niekoniecznie opinii, testować próbki..

Przy Forever, nie mam wątpliwości, że ich kosmetyki działają dobrze i mimo, że o nich nie ma reklam w mediach to są znani i polecani.

Kilka faktów:

  1. 40 lat bycia na rynku, prawie we wszystkich krajach świata, robi wrażenie. Jaka inna firma, ma taki zasięg? Szukałam w  głowie i nie znalazłam.. IKEA? No może jeszcze rafinerie.
  2. Chwalą się, że mają w swoich rekach 85% ogółu plantacji aloesu na świecie, który uprawiają ekologicznie. To naprawdę niezły kawałek tortu. O ile dobrze pamiętam zajęcia z ekonomii, to FLP jest w takim układzie monopolistą ponieważ: mają patent na produkcję swojego aloesu, mają wyłączny wpływ na produkcję, technologię oraz cenę i raczej nie mają konkurencji. Aloesu także nie da się  podrobić. I chyba tutaj tkwi ich siła, nikogo nie kopiują.
  3. Ów patent, to, jak się chwalą, sposób na zatrzymanie w aloesie, jego wartości odżywczych, tak by się nie utleniały, przy czym nadal jest to produkt naturalny, bez konserwantów a metoda  produkcyjna nazywana jest stabilizacją. Co roku dostają za to certyfikat, takiej rzetelności min w zakresie koszerności. Certyfikatów by nie było, gdyby normy jakości były zaniżane.
  4. Skoro sami o wszystkim decydują, i mają na własność produkcję oraz wytwórstwo, to światowe ruchy typu groźba wojny, wzrost ceny baryłki, czy spadki kursów oraz, który prezydent co komu powiedział, nie mają wpływu na cięcia budżetowe, obniżanie kosztów.. oni robią swoje.
  5. Wszystkie kosmetyki mają w składzie (INCI) na początku aloes, co świadczy o jego wyjątkowo wysokim procentowym udziale a w zasadzie nawet pewnej bazie. Żadnej wody, gliceryny czy parafiny na początku. I mało „frangrances” czyli sztucznych zapachów. Więcej o aloesie tutaj.
  6. I uwaga, teraz najlepsze: 30 dniowy system satysfakcji. Jak nie pasuje Ci produkt- oddajesz. Hmmm.. a jeśli go zużyłam jak FIT 15?- no, żartuję.. Dla mnie bomba! I niczego nie oddam.  🙂

Dziś  był dzień 13!. To już praaaaaawie koniec 🙂 tralalala.

Moje posiłki: